Umyłam się i ubrałam z prędkością światła. Narysowałam świeże kreski i podkreśliłam jak zwykle usta czerwoną szminką. Do pubu miałam kilka minut drogi, więc wystarczyło mi tylko 10 minut na dojście do celu.
Wyszłam z domu o 19:50. Jedno piwo na rozpoczęcie weekendu, który mam wolny mi nie zaszkodzi. Tylko dlatego, bo to jedno piwo, nie? Wypite dla przyjemności, z kolegą z pracy. Nic niezobowiązujące spotkanie. Nic nieznaczące spotkanie. Z nikim dla mnie ważnym. Ważnym, pff. Ważna jest dla mnie tylko moja mama i brat. Nikt inny nie może być dla mnie ważny.
Nie potrafię pokochać kogoś obcego. Przynajmniej tak sobie wmawiałam, taka ochrona przed innymi, przed światem zewnętrznym... Przecież mam rację, dlaczego zadręczam się takimi myślami... To bezsensu.
Z rozmyślania wyrwała mnie Stacy, a właściwie sms od niej.
"Hej, co robisz? Nuuuudzi mi się i żadnych planów na wieczór. Szkoda, że Cię tu nie ma. "
Nie wiedziałam co jej odpisać... Odpisać prawdę czy skłamać? Była moja jedyną przyjaciółką... Przyjaciół nie powinno się okłamywać. Dobra, prawda zawsze. Nie lubię kłamać, nie Stacy.
"Jak na razie idę na piwo. Wiesz... Wyszłam wcześniej z pracy i C. powiedział, że nie wypuści mnie jeśli nie piwo... A więc zmierzam do pub'u. Uwierz mi, Stacy, tu nie ma co robić, haha. "
"Wiedziałam, że w końcu zrobi pierwszy krok! Haha, ale super! To nie będę przeszkadzać, jutro zdasz mi relacje. ;) Buziaki z nudnego Bridgeport. ;*"
"Stacy! Uhh, to tylko jedno piwo! Do jutra..."
Doszłam do pub'u. Nigdzie nie widziałam Conor'a. Może był w środku? W sumie... Miał jeszcze 3 minuty. 20:00 to 20:00, nie 19:57. Nie wiedziałam czy wejść do środka, czy czekać... Jak zwykle - niepewna Tori. Uhh! To znaczy Victoria. Nienawiść do tego skrótu aż we mnie buzuje. Tori to, Tori tamto, Tori siamto! Uh... Jestem Victoria. V I C T O R I A. Znowu z rozmyślania, tym razem o nienawiści do skrótów, wyrwał mnie sms. Na szczęście nie od Stacy. To był Conor.
"Podejdź na parking panno studentko, albo jak wolisz Tori. ;p"
"Na akcie urodzenia mam Victoria, zrozum to. V I C T O R I A, nie Tori. Gdzie tam masz Tori..."
"VicTORIa, wystarczający dowód?"
"Jesteś naprawdę okropny, wiesz?
"Dobra, dobra. Przyłaź na parking, a nie marudź."
Parking był za pub'em. Po co parking jeśli piwo... On był zbyt tajemniczy. Nie lubię tajemnic. Nienawidzę tajemnic. Są okropne. Tajemnice i sekrety. Nie rozumiem tego.
- Nareszcie się zjawiłaś Tori. - puścił mi oko
- Mówiłam Ci już, że jesteś okropny? - wybełkotałam pod nosem
- Można tak powiedzieć. Minutę temu napisałaś mi to. - odpowiedział ze śmiechem
- Wejdziemy do środka? - zmieniłam szybko temat
- Wiesz... To piwo tutaj jest ohydne... Mam lepszy pomysł. Pojedźmy na punkt widokowy, tam niedaleko jest przystanek autobusowy więc wtedy na spokojnie wrócimy. Po jednym piwie Tori. - powiedział, wsiadając do samochodu - Czekasz na zaproszenie księżniczko? - zaczął się śmiać
- Na pewno nie od Ciebie. - odparłam chłodno i usiadłam na siedzenie obok niego
Pojechaliśmy na punkt widokowy. Conor wyjął z bagażnika po butelce piwa. Usiedliśmy na masce jego auta. Gadaliśmy o niczym, rozmowa średnio nam się kleiła. Nie wiedziałam o czym rozmawiać z kimś takim jak on. W końcu przyszedł mi pomysł.
- Kim jest Twój ojciec? - wypaplałam
- Mój ojciec? Czy ja wiem... Z tego co pamiętam 18naście lat temu był wykładowcą na uniwersytecie, na którym studiowała moja matka. Miałem 4 lata kiedy ostatni raz go widziałem. Jedyne co po nim mam to wpływ pieniędzy na konto co miesiąc. - odpowiedział po chwili namysłu patrząc w ziemię - A Twój?
- Mój? Jest korpo - śmieciem. Pracuje w firmie, której jest współwłaścicielem. - taka była prawda, korpo - śmieć, nikt więcej.
- A Twoja matka? - zaśmiał się
- Kosmetyczka. - uśmiechnęłam się - Podziwiam ją. Jest tak utalentowana... Potrafi tak wiele. Byłam pewna, że się załamie po rozwodzie. A jednak nie... - spojrzałam przed siebie - Tak w ogóle, jak to możliwe, że ojca widziałeś ostatni raz 18naście lat temu? - zdziwiłam się
- No cóż... Moja matka była młodą i całkiem całkiem studentką. Zresztą, nadal jest całkiem całkiem tak szczerze, haha. - zaśmiał się - Ojciec był jej wykładowcą. Oczywiście miał żonę i dzieci. Zaliczał pierwszoroczne studentki jak leci. Tym razem wpadł. Matka była w nim zakochana. Ale kiedy uświadomiła sobie, że on zalicza każdą, poszła do jego żony. Musiała po prostu pokazać jaki jest jej mąż. Gdy ona się dowiedziała wyprowadziła się z dziećmi. Oprócz mnie, matka miała satysfakcje, że rozwaliła mu tajemne życie. Studia skończyła zaocznie. I dziś ma super przystojnego syna i stanowisko dyrektora szkoły. - zaśmiał się
Mieliśmy wypić jedno piwo. Mieliśmy. Wypiliśmy znacznie więcej. Za każdym piwem, rozmowa kleiła się coraz bardz
iej. W pewnym momencie nie tylko rozmowa. Ja też zaczęłam się kleić do Conora. W końcu się pocałowaliśmy. Poczułam ulgę. Ogromną ulgę. Czułam szczęście, nie wiedziałam czy to przez ilość alkoholu czy pocałunek. W każdym razie, czułam szczęście, nie obchodziło mnie z jakiego powodu.
- Heeej, Tori, pojedźmy do mnie. - zaproponował. Czekaj, tylko zamknę samochód, chodź na przystanek. - zszedł z samochodu, wziął kurtkę z niego i zamknął - Chodź Tori.
- Idę, idę. - było mi już bez różnicy jak mnie nazywa
Autobus przyjechał akurat wtedy jak dotarliśmy. Chwila jazdy i jesteśmy w domu Conora. Teraz już nie kontrolowałam tego, co robię. Nie wiedziałam, tak jakby urwał mi się film. Poszliśmy do niego do pokoju. Nie obchodziło mnie teraz nic. Totalnie nic. Byłam szczęśliwa. I to szczęście mi się podobało. Tak jak nigdy dotąd.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz