Na wsi dzieją się cuda... cz.5

              Kiedy już wyszłam z domu Conora, wyjęłam telefon z kieszeni. Musiałam napisać do Stacy, nie było opcji, żeby zrobić inaczej.  Byłaby na mnie wściekła, a to źle kiedy takie aniołki jak ona się denerwują, haha.

" Stacy? Wstawaj leniu, muszę Ci coś napisać!"
" Co co co, co jest?!"
" Właśnie wyszłam od Conora. "
" Po co poszłaś do niego ra... Nie mów, że zostałaś u niego na noc!! "
" Zostałam. ;p "
" O Tyyyy!"
" Jestem dorosła S. Nie masz po co prawić mi kazań. ;D "
" Tu masz rację... Wiesz co? Są wakacje, może wpadnę do Ciebie na kilka dni?"
" Byłoby super! <3 "
" Jutro o 13:00 bądź na dworcu Estes. Do zobaczenia. ;p xoxo"
  
               W ten sposób pisząc ze Stacy, dotarłam do domu. Mojej mamy i brata już nie było. Miałam cały dom dla siebie. Zdjęłam buty, odłożyłam torbę i poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Mleko, płatki i kakao, czyli to co najlepsze można wyciągnąć z początku dnia. Wzięłam miskę z płatkami i usiadłam przy stole. Rzadko kiedy jem w domu. Jeszcze rzadziej z mamą i bratem. W roku szkolnym wracam do domu wieczorem, a wychodzę wcześnie rano. Wygląda na to, że swoją edukację zakończyłam. Nie stać mnie na studia, a mamy nie będę prosiła - nie będzie jej na to stać... 
            Zjadłam, więc poszłam do kuchni pozmywać naczynia. Nie chciałam odpalać zmywarki na miskę, kubek i łyżkę. Bezsensu marnować tyle wody. Nie miałam żadnych planów na dziś, aż do chwili, kiedy dostałam sms'a.

" Hej Tori. Dziś, Ty, ja, 19, Restauracja na starym mieście. Nie przyjmuje odmowy. Do zobaczenia, nie spóźnij się. "
            No więc w ten sposób zyskałam plany na wieczór. A więc znów musiałam wyglądać dobrze, ehh, jak ja tego nie lubię, haha. Poszłam pod prysznic. Postanowiłam też przekopać szafę w poszukiwaniu IDEALNEJ sukienki, a to nie było proste. Restauracja na starym mieście jest niezwykle elegancka. I niezwykle droga... Tak strasznie nie lubię kiedy ktoś wydaje na mnie pieniądze. 
                 17:50, a Victoria Estes zaraz będzie gotowa. No cóż, idealnie! Makijaż gotowy, włosy też, ale... sukienka... Niekoniecznie. Nadal nie wiedziałam w co się ubiorę. Do głowy przyszedł mi ostatni pomysł - szafa ze starymi ubraniami mojej mamy na strychu. Nie wyrzucała ich, stwierdziła, że zawsze mogą się jej na coś przydać. Bingo! To było to. Na początku zauważyłam czarną, elegancką, koronkową sukienkę. Była piękna, idealnie nadawała się na taką okazje. Założyłam ją. Wyglądałam przepięknie. Wiedziałam już jakie do tego założę buty - czarne koturny. 18:10 a ja byłam już gotowa. Idealnie. Teraz mogę spokojnie dotrzeć na stare miasto. 
              Zadzwoniłam po taksówkę. Mogłam sobie pozwolić na taką przyjemność. Stare miasto było dość daleko, a na autobus musiałabym bardzo długo czekać. Wyglądałam idealnie. I tak też się czułam. Dotarłam na miejsce, 18:50. Akurat mogłam się przejść, pod samą restaurację nie dało się dojechać. 10 minut starczyło idealnie. Zauważyłam Conora, czekał przed wejściem. 
- Witaj Estes. - powiedział i wręczył mi bukiet czerwonych róż - Całkiem nieźle wyglądasz, Tori. - dorzucił
- Conor, mówiłam Ci coś... Albo.. Eh, mów do mnie jak uważasz. - wzięłam kwiaty do ręki, a drugą dałam Conorowi.
             Poprowadził mnie do środka, do restauracji. Szliśmy w głąb, do miejsca gdzie był tylko jeden stolik i bar. Wiedziałam o co chodzi, te miejsce było niezwykle drogie. Odosobnione pomieszczenie, z barmanem tylko dla Ciebie. Usiedliśmy na krzesłach. Jedzenie przyszło od razu - kurczak z ryżem i warzywami, do picia czerwone wino. Wyglądało to na romantyczną obiado - kolacje. 


           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz