Na wsi dzieją się cuda... cz.4

     Weszliśmy do jego pokoju. Na biurku stało zdjęcie małej dziewczynki. Tak jak Conor miała czarne włosy, duże brązowe oczy i uśmiechała się. Była naprawdę śliczna. Zastanawiałam się chwilę nad tym, kim mogła być ta dziewczynka dla Conora, a on chyba to zauważył...

- Patrzysz na zdjęcie Izzie? - zapytał.
- Yhym... To Twoja siostra? - nie przerywałam patrzenia na zdjęcie
- Nie. Izzie była moją córką. - odpowiedział chłodno.
- Jak to była?!
- Cóż, kiedy miałem 18naście lat moja dziewczyna urodziła dziecko, małą Izzie. Dwa lata temu Nathalie jechała samochodem, pokłóciliśmy się, zerwała ze mną. Oczywiście zabrała stąd Izzie. Nie wiem co się stało, straciła chyba panowanie nad samochodem... Nath i Izzie zginęły na miejscu... - odparł patrząc na zdjęcie - Miałem przepiękną córkę. 

    Zatkało mnie. Conor miał dziewczynę? Znam go 3 lata. Nigdy nie widziałam go z dziewczyną, tym bardziej córką... Jak to możliwe... W sumie, za dużo nie rozmawialiśmy, praktycznie wcale. 

- Dlaczego z Tobą zerwała? - zapytałam szeptem leżąc wtulona w jego ramiona na łóżku
- Nasze uczucie zgasło kiedy urodziła się Izzie. Ja kochałem Izzie, ale nie Nathalie. A Nathalie kochała Izzie, ale nie mnie. Oboje kochaliśmy naszą córkę, ale nie siebie wzajemnie. Tamtego dnia wykrzyczała mi w twarz, że jestem gnojem, że mnie nienawidzi, że nie zamierza dzielić ze mną życia i cały czas mnie zdradza ze swoim szefem, który był jej ex. - przytulił mnie mocniej i pogładził po policzku - Wtedy odpowiedziałem jej, że ja też jej nie kocham, że moje serce należy do kogoś innego ale nie miałbym odwagi jej zdradzić, bo jestem człowiekiem, a nie potworem tak jak ona. Wtedy powiedziała, że zabiera Izabellę. Pierwszy raz użyła jej pełnego imienia tamtego dnia. Pierwszy i ostatni raz. 
- To straszne... Ale to nie Twoja wina... - łzy zleciały mi po policzkach - Jak można tak kogoś potraktować...? - szepnęłam, byłam przerażona, nigdy tak źle się czułam jak teraz, przed chwilą byłam najszczęśliwsza na świecie, a teraz... Teraz chciałam umrzeć... Przez głupotę jakiejś laski zginęło niewinne dziecko - A kim była ta osoba, do której należy Twoje serce? 
- Szczerze? - zapytał - Victoria Estes. - pocałował mnie.

          Teraz już rozumiałam. Dwa lata temu to mnie pokochał. To mnie pragnął. Ja... Ja chyba też go kochałam. Nie byłam pewna co czuję, w każdym razie, przy nim byłam szczęśliwa. Szczęście rozjaśniło moje życie, ból po stracie przyjaciół w Bridgeport. A może oni wcale nie byli moimi przyjaciółmi? Jedyna Stacy przez 3 lata utrzymywała ze mną kontakt. Tylko ona, reszta nawet na urodziny nie składała mi życzeń, nikogo nie obchodziło co się ze mną dzieje. 
          Kochałam go. Nawet pragnęłam. Byłam szczęśliwa. To on mnie obronił przed tym typem, w kawiarni. Mogło to się skończyć gorzej. Ale dzięki niemu wszystko jest w porządku. Leżę w bieliźnie w łóżku człowieka, którego chyba kocham. Nie chyba, na pewno. Kocham go. 
         Obudziłam się rano. Już bez bielizny. Było mi dobrze, tak jak nigdy dotąd. Byłam szczęśliwa. Najszczęśliwsza. Jest dobrze. Jest najlepiej. Najlepiej na świecie. Najlepiej jak dotąd. Tak strasznie się cieszę. Tak, zdecydowanie go kocham. Tak. On jest dla mnie ważny. A tak w ogóle, to muszę napisać do Stacy. Bo mnie zabije. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz