Na wsi dzieją się cuda... cz.1



Nazywam się Victoria. Jestem przeciętną 18nastoletnią dziewczyną. Mieszkam z mamą i młodszym bratem w Riverview, w niewielkim domku. Riverview kojarzy mi się z ciepłymi, wiejskimi wakacjami, na które co roku jeździłam z rodzicami jako dziecko. Moi rodzice rozwiedli się 3 lata temu. Mieszkaliśmy w Bridgeport, w dużym mieszkaniu. Nie czuję żalu ani do ojca ani do matki. Do nikogo, mimo, że straciłam wszystkich przyjaciół i szkołę plastyczną. Mam niesamowity talent artystyczny - tak sądzili nauczyciele, w każdej możliwej szkole, w jakiej byłam. Chciałam nawet studiować, ale... Gdy ojciec usłyszał na jaki kierunek chciałabym pójść - wyśmiał mnie i powiedział, że sztuki są ostatnią rzeczą na jaką da mi pieniądze. Skoro tak - to sama je zdobędę.
Od kilku lat pracuję w kawiarni. Urozmaiceniem jest fakt, że jest to jednocześnie kafejka internetowa i czytelnia i jedyny sklep w mieście, gdzie można kupić komiksy. Pensja nie jest zła, a zawsze to jakieś pieniądze żeby odciążyć mamę z moich wydatków, jako kosmetyczka zarabia tylko tyle żeby opłacić dom i raz na jakiś czas coś nam kupić. Na nic więcej. Po za tym, lubię moją pracę. Głównie polega to tylko na siedzeniu przy kasie i czasami obsługiwaniu klientów ciastkami, herbatą, kawą, sokiem albo czymś czego sobie zażyczą. Ja tylko wydaję, czasem gdy nie ma Conora robię za kelnerkę. A właśnie... Conor...
Conor ma 22 lata, jego matka jest dyrektorem szkoły. Od dziecka mieszka w tej jak to określa "dziurze" i chce się stąd jak najszybciej wyrwać. Stacy, moja jedyna przyjaciółka z Bridgeport, która utrzymuje ze mną kontakt powiedziała, że skoro od 3 lat pracuje tam i nie wyjeżdża to znaczy, że albo nie ma pieniędzy albo się we mnie zakochał. Uważa, że to urocze. Natomiast ja... Nie domagam się z jego strony jakiegokolwiek uczucia, moje życie jest już wystarczająco skomplikowane, po co mi dodatkowo jakiś chłopak...
W każdym razie, lubię Conora. Jest całkiem fajny, dzięki temu, że tam pracuje umożliwił mi naukę do matury w czasie pracy, odciążał mnie i pozwalał robić więcej przerw. Mi to pasuje.
Co mogę jeszcze o sobie powiedzieć... No cóż, jestem szatynką z różowymi końcówkami o niebieskich oczach. Chciałabym w przyszłości przeprowadzać renowacje starych mebli.
Ostatnią wypłatę z trzech miesięcy odkładałam na wakacje - dla mamy i mojego młodszego brata. Udało się odłożyć sumę odpowiednią sumę na trzydniowy wyjazd. Zaczął się lipiec i było jeszcze ciepło, a mama akurat tylko miała tyle urlopu, więc wychodziło idealnie.
Akurat kiedy wyliczałam pieniądze, do mojego miejsca pracy wbiegł mój brat - Rick.
- Mama kazała przynieść Ci obiad, bo podobno ostatnio nic nie jesz w pracy, trzymaj Tori. - podał mi pudełko i sztućce. Nienawidziłam kiedy mówił do mnie Tori.. Ale tylko on i mama tak do mnie mówili
- Oo, dziękuję braciszku, jesteś kochany. - wzięłam od niego jedzenie - Podziękuj mamie. - uśmiechnęłam się - Dziś będę w domu o 19:00, mam dla was niespodziankę. - powiedziałam
- Tori ma niespodziankę?! Tori ma niespodziankę, Tori ma niespodziankę, Tori ma niespodziankę! - zaczął śpiewać
- Tori? - z zaplecza wyszedł Conor przecierając kubki - No, to widzę, że mamy nowy pseudonim dla Ciebie Estes. - powiedział do mnie po nazwisku. Tego też nie lubiłam. Nazywałam się Victoria Marie Estes. Chciałam zmienić nazwisko na panieńskie matki, ale błagała żebym tego nie robiła. Wtedy byłabym Victorią Marią Doggsas. - Od jutra nosisz plakietkę z Tori, Vivi. - Conor uwielbiał e mnie żartować. - Całkiem nieźle młody. - poczochrał go po włosach - Trzymaj, to dla Ciebie. - wręczył mojemu młodszemu bratu pudełko jego ulubionych batonów - Wiem, że lubisz. Szef kazał Ci dać. - uśmiechnął się i puścił mi oczko. Taa, jasne... "SZEF".
- Ooo! Dzięki Conor! - Rick ścisnął opakowanie batoników - Tori, może on będzie Twoim nowym chłopakiem? Lubię go! - mój brat uśmiechnął się
- Ehh... Spływaj młody. Wracaj do mamy i podziękuj jej za obiad. Mam dużo pracy. Będę o 19:00. - palcem pokazałam mu drzwi - Tylko uważaj na przejściach! - krzyknęłam za nim
Kiedy mój brat wyszedł, postanowiłam wrócić do pracy. Conor mi się przyglądał, nie wiedziałam o co mu chodzi, nigdy się na mnie nie patrzył. Każde z nas zajmowało się swoją robotą, nie zwracaliśmy zbytnio na siebie uwagi.
- Czego chcesz, że się tak lampisz? - zapytałam go z gniewem, nie lubiłam kiedy ktoś patrzył mi się na ręcę
- O 19:00 będziesz w domu, tak? A zapytałaś się chociaż mnie, co myślę na ten temat? - zaczął się śmiać
- Ohh... O 18:00 wychodzę z kawiarni. Praktycznie nie wykorzystałam swoich wyjść, więc raz mi się chociaż należy. - uśmiechnęłam się słodko
- Niech Ci będzie. Za karę pójdziesz ze mną w sobotę na piwo panno studentko. - powiedział i wyszedł na zaplecze wycierać świeżo umyte kubki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz