Nowe opowiadanko Tamte chyba się wam nie spodobało, a szkoda :c
Przygody poszukiwaczki
Inny kontynent
Jeśli ktoś wam powie, że coś nie istnieje, raczej w to wierzycie. Jednak, pani Luizne, archeolog i historyk ma inne zdanie. Każdy, kogo zna, powie jej, że Zaginione Miasto Włoskie nigdy nie istniało i klucz, który jest opisywany w bajkach tak naprawdę nie istnieje.
Coś, lub ktoś, do końca nie wiadomo, podkusił Luizne do rozpoczęcia poszukiwań klucza i udowodnienia, że miasto, gdzieś tam, pod gruzami pięknego Monte Vista jest i wystarczy tylko je odbudować, a dowodem jest na to, wielki budynek, który stoi na końcu miasta, gdzie kiedyś chowano biedaków.
- Luizne, wierzysz w to, że ZMW istnieje naprawdę? - zapytał podczas drogi samochodem towarzysz młodej kobiety, jednocześnie jej narzeczony
- Frank! Mówiłam Ci już, że ono istnieje! Osoby, które napisały bajki o podziemnym wejściu i kluczu do miasta istniały, prawda? Więc miasto także! - zirytowała się
- Lu... Wiesz przecież, że jeśli wrócisz bez niczego, uniwersytet Cię wyrzuci z pracy i nie będziesz już wykładowcą? - narzeczony próbował przekonać dziewczynę, że jednak miasto nie istnieje
- Frank, do cholery! Wierzysz mi czy nie? Po co w ogóle tu ze mną przyjechałeś? Żeby prawić mi o tym, że ZMW nie istnieje? - Luizne zaczęła krzyczeć
- Lu, proszę nie krzycz. Wiesz, że jeśli stracisz pracę, to nie utrzymamy się z mojej pracy w redakcji. Pisanie słabych artykułów o pogodzie nie jest nikomu potrzebne, każdy teraz ogląda telewizję. - Frank stał się trochę marudny
- Frank, wiesz dobrze, że mogłeś iść do wojska. Tak jak Twój brat. Panuje kryzys, a wojsko to najlepsze, co mogłoby Ci się trafić... - nagle chłopak przerwał swojej narzeczonej
- I zginąć tak jak David? Nie, dziękuję. Rodzice uważają, że przynajmniej poniósł śmierć z honorem. Pff, dziękuję za śmierć w wieku 23 lat. - widać było złość na jego twarzy - Lu, przepraszam. Skończmy ten temat. Zaraz dojedziemy do tego budynku. - chłopak najwidoczniej miał dość kłócenia się z młodą profesor historii, wiedział, że i tak do niej nie przemówi, jeśli nie udało się to jej przełożonemu
- Skręć w lewo. - Luizne spojrzała na mapę - Dlaczego robią takie nieczytelne te mapy... Skręć w lewo, potem 500 metrów prosto i zatrzymaj się przy budynku. - zerknęła jeszcze raz na kawałek papieru i odgarnęła jasne włosy, które zaczęły wchodzić jej w oczy
- Okej. - ruszył we wskazanym przez dziewczynę kierunku
Za nim zdążył skręcić w lewo, już było widać duży dach budynku i otaczające go drzewa. Luizne przestraszyła się trochę widokiem ogromnych drzew. Nigdy nie była w tym miejscu. Nigdy w ogóle nie była w Monte Vista. Język włoski znała słabo, jednak, w razie potrzeby potrafiłaby porozmawiać. Frank był niemniej przerażony niż jego piękna narzeczona, jednak po nim nie dało się tego zauważyć.
Minęło kilka minut i dojechali na miejsce. Dziewczyna wstała z siedzenia i otworzyła drzwi białego samochodu. Zrobiło się jej zimno. Na swoją czerwono - niebieską bluzkę założyła fioletowy sweter. Spojrzała na swoje buty. Były czyste, aż za. Frank często żartował, że Luizne powinna zostać perfekcyjną panią domu, a nie profesorem historii. Dziewczynę bardzo irytowały te żarty, jednak dla satysfakcji, jaką dawało jej dokuczanie chłopakowi, odpowiadała mu,że gdyby poszedł do wojska, mogłaby w spokoju być perfekcyjną panią domu, a nie profesorem historii. Frank nigdy nie wiedział co mógł odpowiedzieć na tą uwagę swojej narzeczonej, więc nie odpowiadał nic i udawał, że Luizne nic takiego nie powiedziała.
Poszła za samochód. Otworzyła bagażnik. Wyjęła z niego swój ogromny plecak. W środku znajdował się namiot, śpiwór, trzy aparty fotograficzne ( gdyby jeden miał ochotę się rozładować, pozostawały jeszcze dwa, w pełni naładowane ), trochę suchego jedzenia, kilka butelek wody do picia, ciepła kurtka, czapka, dyktafon, gumki do włosów, kamera, koc i gaśnica ( nigdy nie wiadomo co może się przytrafić podróżnikowi, więc Luizne zawsze brała ze sobą gaśnice ).
Wbrew temu, co można było pomyśleć o dziewczynie, wcale nie była szalona, wręcz przeciwnie. Wolała wszystko mieć przy sobie, czuła się wtedy bezpiecznie.
- Frank, ty zostajesz w samochodzie. - powiedziała biorąc swój plecak.
- Dlaczego? Zawsze z Tobą chodzę po grobowcach. - zdziwił się. Jego narzeczona zawsze chciała jego towarzystwa w czasie tego typu wypraw
- Bo tu nie ma parkingu, a nie mamy tyle pieniędzy na płacenie jakiś dennych mandatów. Jedź do miasta. Napiszę Ci sms'a gdy już wyjdę. - podeszła do chłopaka - Kocham Cię. - pocałowała go w policzek - Nie bój się o mnie, będzie dobrze. - przytuliła się do niego
- Ja Ciebie też Lu. - odwzajemnił przytulasa - Znajdziesz klucz do zaginionego miasta i udowodnisz tym ćwokom, że ZMW istnieje. - powiedział i wsiadł do samochodu - Jadę do domu. Muszę napisać głupi artykuł o pogodzie - zaśmiał się - Lecę, do zobaczenia. - pocałował ją
- Będę tęsknić. No to idę... - odezwała się i poszła w stronę budynku
W budynku, choć od lat był nieogrzewany było dużo cieplej, niż na dworzu. Dziewczyna zdjęła swój fioletowy sweter i owinęła go wokół pasa. Włączyła dyktafon.
' Znajduję się przy wejściu do budynku. Jedyna droga jaka jest, prowadzi prosto - do drzwi. Drzwi otwierają się bez problemu. Jest tam strasznie dużo światła jak na nieoświetlone pomieszczenie. Aaaa!!! '
Nagle Luizne spadła w dół. Wylądowała przed jakimś domem. Coś, co było u góry, zamknęło się. Ostatnie, co zobaczyła przed omdleniem była chuda kobieta w spódniczce z trawy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz