24.07
Przyszłam do firmy. Rosalie czekała już na mnie na korytarzu. Grzeczna dziewczynka, pomyślałam. Widocznie jej zależało na kasie i pracy, haha.
Sesja przebiegła lepiej niż myślałam. Rosalie była świetną modelką, chyba znacznie lepszą niż aktorką. Nikt nie miał z nią problemu, przez cały czas obserwowałam ją. Ani słowa narzekania i żadnej krzywej miny. Zadziwiła mnie. Ale to przecież dzięki mnie miała pracę i pieniądze. Pewnie była mi wdzięczna, w ten sposób sobie to tłumaczyłam.
Po sesji poszłam do swojego biura. Chciałam sprawdzić jak idzie wysyłka zamówionych rzeczy. Usiadłam do komputera. Wszystko szło tak jak powinno. Jutro zdjęcia z Rosalie miały zostać dodane na stronę mojej firmy. Miałam wątpliwości czy Philipe zdąży je ładnie obrobić, ale to już był jego problem. Wiedział, że jeśli nie zdąży straci premię. I pracę. W tym wypadku byłam bardzo konsekwentna. W tej firmie każdy musiał znać swoje miejsce i wiedzieć co należy do jego obowiązków. Nawet jeśli nie chciał, to musiał. Nie interesowały mnie słowa krytyki rzucane przez osoby zwolnione, które nie spełniały swoich obowiązków. Nic mnie związanego z tymi osobami nie obchodziło.
Posprawdzałam zamówienia. Wszystkie były wysłane. Moja asystentka widocznie wszystkiego dopilnowała. Byłam szczęśliwa. Sprawdziłam godzinę. Było lekko po 12:30. Pomyślałam, że zdążę odebrać syna ze szkoły. Od dawna odbierała go moja babcia. Ani ja ani mój mąż nie dawaliśmy rady z pracą. Kończył o 14:00... Więc może poszlibyśmy razem na pizze. To nie był głupi pomysł.
Nagle ktoś zapukał do moich drzwi. To była Lizzie, moja sekretarka. Powiedziała, że jakaś młoda dziewczyna chce się ze mną widzieć. Poprosiłam żeby ją wpuściła.
Tą dziewczyną była oczywiście Rosalie. Chciała ze mną porozmawiać.
' - Kim! Dziękuje Ci za tą pracę! Jesteś naprawdę super!' - krzyknęła i rzuciła mi się na szyje
' - Oo, Rosalie... Jasne, nie ma sprawy. Twój tata o to prosił, a ja szukałam modelki, więc to nie problem. ' - uśmiechnęłam się i również ją przytuliłam
' - I ten fotograf.. Ehh, jest taki przystojny. Dasz mi do niego numer Kimmy? Oczywiście służbowy. Chciałabym zamówić sobie sesję. ' - widziałam błysk w jej oczach
' - O jasne. Trzymaj, to wizytówka Philipe. ' - podałam jej kawałek kartki z adresem i numerem telefonu
' - Dzięki Kimmy! Jesteś super! ' - i znowu rzuciła mi się na szyję...
Potem wyszła. Ja również. Wzięłam torbę i wsiadłam do samochodu. Chciałam jechać do domu żeby się przebrać i po syna. Otworzyłam drzwi. A właściwie one były otwarte. To co tam zobaczyłam, sprawiło, że dostałam prawie zawału serca.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz