Mój psychoterapeuta powiedział, że powinnam zacząć pisać coś w rodzaju pamiętnika. A więc zaczynam. Nie wiem tylko czy od dobrej strony.
23.07
Pierwsza notatka w pamiętniku. Psychoterapeuta mówi, że najlepiej zacząć od przedstawienia się. A więc nazywam się Kimberly Daigle. Urodziłam się i większą część życia spędziłam w Bridgeport. Mam dwie siostry - Kylie i Rosalie.
Moi rodzice się rozwiedli kiedy miałam 15 naście lat. Razem z matką i młodszą siostrą Kylie wyjechałyśmy do babci, do Aurora Skies. Zostawiłam tam wszystkich przyjaciół i ukochanego chłopaka. Musieliśmy zerwać. Długo nie mogłam się z tym pogodzić. U babci dostałam własny pokój. Nie musiałam go dzielić z o 4 lata młodszą siostrą. Dziadek zmarł kiedy miałam 8 lat. Nie przepadaliśmy za sobą. Kylie dostała pokój po dawnym gabinecie ojca mojej matki. Mama mieszkała w swoim dawnym pokoju, tylko go lekko przerobiła.
Własnie... Mama. Praktycznie nigdy nie miałyśmy wspólnego języka. Nie znałam jej. Nie wiedziałam tak naprawdę nic. Chciałam się do niej zbliżyć. Przeglądając internet w poszukiwaniu fajnych blogów wpadłam na świetny pomysł - założę wspólnego bloga i kanał na simtube z mamą! To mnie do niej zbliży. Była bardzo luźną osobą - zignorowała życzenie swoich rodziców o zostaniu lekarzem i została stylistką. To było to, co kochała robić. Dobierać innym ubrania.
Pewnego wieczoru przyszłam z tym do niej. Ucieszyła się. Następnego dnia poszłyśmy do sklepu i kupiłyśmy to, co będzie nam potrzebne - kamerę do kręcenia filmików, statyw i kilka dobrych lamp. Ustaliłyśmy, że będziemy wszystko robić u mnie w pokoju.
Tak powstał blog - Nao&Kim. Mama zyskała więcej klientów, a ja nowych przyjaciół w szkole. Blog zyskiwał coraz większą sławę, konto na simtube też. Pewnego dnia zadzwonił telefon.
Pewna firma chciała z nami rozpocząć współpracę. Zgodziłyśmy się na spotkanie w pobliskiej kawiarni. Od razu przeszli do
rzeczy. Chodziło o posty i filmy sponsorowane. Skoro miałyśmy połączyć to, co kochamy z zarobkiem? Czemu nie?
Nagrywałyśmy coraz więcej filmów z naszego dnia. Ja o szkole, siłowni, znajomych, hobby. Mama o swojej pracy, modzie i również o siłowni. Kochałyśmy sport, to było to co nas połączyło.
Kylie nie chciała brać w tym wszystkim udziału. Kochała muzykę. Chciała iść do szkoły muzycznej, jednak ta znajdowała się w mieście, z którego wyjechałyśmy. Mama długo nie chciała się zgodzić. Moja młodsza siostra wzdychała do fortepianu, który stał w jej pokoju. W końcu matka zaproponowała jej normalną szkołę i kilku godzinne zajęcia w szkole muzycznej. Kylie była zachwycona. Kochała muzykę. Nadal kocha.
Potem było coraz więcej sesji, weszły reklamy - odzieży, sklepów, kosmetyków, książek, obuwia. Wszystkiego. Postanowiłyśmy z mamą, że oprócz jednego bloga zaczniemy prowadzić też własne. To się stało częścią naszego życia. Babcia była zachwycona naszymi kontaktami. Nigdy nie miałyśmy ich tak dobrych.
Pewnego dnia dostałam list miłosny. Wiedziałam tylko, że był podpisany inicjałami A.O. Przyszedł mi tylko do głowy mój przyjaciel - Arvid Oss. Lubiłam go, ale od jakiegoś czasu czułam coś więcej. Postanowiłam, że zacznę się z nim spotykać... W moje osiemnaste urodziny wzięliśmy ślub. Arvid zmienił swoje imię na Matthew. Matthew Oss. Jego rodzina przyjęła to, że zostanę przy swoim nazwisku. Nie chciałam być Kimberly Oss. Chciałam być Kimberly Daigle. Więc tak zostało.
W pewnym momencie stałam się tak sławna, że założyłam firmę z własną odzieżą. Zostałam bizneswoman. Ludzie pokochali moje ubrania. Wszystko miało orginalne wzory, nikt nie miał tylu pomysłów co ja.
Na osiemnaste urodziny Kylie wyprodukowałam ubrania związane z fortepianem. Wzory klawiszy, nuty, nadruki fortepianów. Moja siostra była zachwycona. Oprócz Kylie, urodziny obchodziła moja przyrodnia siostra Rosalie. Mama wyszła ponownie za mąż. Za reżysera. Victor miał córkę z wcześniejszego małżeństwa. Jego żona zmarła, gdy Rosalie miała 10 lat. Osiem lat szukał drugiej kobiety, kogoś kto pomoże mu w wychowaniu córki. Matka była z nim szczęśliwa.
Dwa lata wcześniej, urodziłam syna. David'a. Był moim skarbem, strzegłam strasznie prywatności mojej rodziny. Bo wtedy była to już rodzina. Ja, Ar... Matthew i Davidek. Pewnego dnia po prostu zaszłam w ciążę drugi raz. Miałam 23 lata. David strasznie się cieszył, że będzie miał rodzeństwo, Matthew, że znowu będzie miał dziecko, moja mama, że będzie babcią, a moja ukochana babcia, że dożyła już dwójki prawnuków. Tylko rodzina mojego męża się nie cieszyła. Teściowa mnie nie lubiła, uważała, że lubię robić szum wokół siebie i, że jej ukochany syn zasługuje na kogoś lepszego niż jakaś tam marna blogerka bizneswoman, córka stylistki i dziennikarza.
Kiedy urodziłam drugie dziecko, prześliczną córeczkę Alexandrę zadzwonił do mnie ojciec. Mieliśmy ze sobą kontakt, ale nie należał on do najlepszych. Złożył mi gratulację z okazji ciąży i porodu. Zaproponował, że przyleci nas odwiedzić. Chciał poznać mojego męża, jego rodzinę i w końcu wnuki. Teraz przylatuje do nas regularnie, do Alex i David'a.
Rosalie nigdy mnie nie lubiła. Kierowała nią zazdrość, była arogancka. Chciała zostać aktorką, jak jej matka. Zgłosiła się na początku do teatru, jednak po kilku sztukach wyrzucili ją. Nie dało się z nią pracować. Victor poprosił mnie, żebym znalazła jej jakąś pracę u siebie, bo nie może patrzeć jak jego córka się plącze.
Rosalie mnie wyśmiała. Jednak tydzień później zadzwoniła i powiedziała, że nie ma nic do stracenia i chętnie spróbuje. Jutro ma pierwszy dzień pracy. Będzie moją modelką, weźmie udział w sesji zdjęciowej do nowej kolekcji.
Skoro wypisałam już tu całą swoją przeszłość... Czas zacząć o teraźniejszości. Ale to już jutro. Jest późno, a ja zaraz idę spać. Muszę wstać na 05:30. Nie podoba mi się to, ale no cóż... Życie bywa okrutne, szczególnie dla 27 letniej blogerki bizneswoman z dwójką dzieci, super mężem i najwspanialszą matką, siostrą i babcią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz