Za moją ''ciocią'', czyli Cherry, niezbyt przepadałam. Nigdy jakoś się nie lubiłyśmy. Cherry wolała bawić się czymś innym niż lalki, nie zachowywała się jak na księżniczkę przystało. Często wskakiwała w kałuże. Anissa nigdy nie zmuszała jej do przestrzegania jakichkolwiek zasad, księżniczka Cherry robiła to, na co aktualnie miała ochotę. Być może to sprawiało, że nie chciałam mieć z nią nic wspólnego.
Kiedy chodziłam do szkoły w Islo Paradiso nie mogłam się zbytnio wyróżniać od reszty, chodziłam ubrana tak samo jak dziewczyny w moim wieku, długie spodnie, koszulki i markowe buty z zawsze rozpuszczonymi włosami. Nie mogłam nosić sukienek, ludzie zobaczyliby wtedy moje łuski, co nie mogło się zdażyć.
Byłam najlepszą uczennicą w klasie. Cherry coraz częściej przynosiła do domu złe oceny, Anissa ani dziadek nic nie mówili. Cherry była ich oczkiem w głowie. Pozwalali jej wchodzić sobie na głowę, by tylko była szczęśliwa. Ale ona nigdy nie była szczęśliwa, to jest w tym wszystkim chyba najsmutniejsze. Że Cherry miała wszystko, mogła robić co chce, ubierać się jak chce, zachowywać jak chce. Mi nie było wolno robić tego wszystkiego, co robiła Cherry. Moja mama również nie reagowała na to co córka dziadka wyprawiała. Panowała zasada, że ona może wszystko, a ja nie. Uważałam to za ogromną niesprawiedliwość.
Jako jedyna w klasie umiałam grać w szachy. Nie spędzałam całego dnia przy komputerze. Musiałam uczyć się tego, co królowa potrafi. Chociaż to, że nią zostanę, nie było pewne...
*Przepraszam, że tak krótko.*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz