***
Bohaterowie
Lizzie Puckett - młoda Pani doktor, mama Samanty, niedługo potem Nicole i Nataniela, żona Beau, córka Matyldy i Victora, młodsza siostra Agnes.
James Puckett - ojciec Samanty, zmarł młodo, gdy dziewczynka miała dwa latka, wojskowy, mąż Lizzie.
Samanta Puckett - córka Lizzie i James'a, starsza siostra Natniela i Nicole, pasierbica Beau.
Matylda i Victor Shayin - rodzice Lizzie i Agnes, dziadkowie Samanty oraz Nicole i Nataniela, o których istnieniu dowiedzą się długo po ich narodzinach.
Agnes Shayin - starsza siostra Lizzie, córka Matyldy i Victora, ciotka Samanty i dwójki pozostałych dzieci Lizzie, młoda wdowa po Michaelu, bezdzietnna korepetytorka.
Nicole&Nataniel Marick - dzieci Lizzie i Beau, przyrodnie rodzeństwo Samanty, przez większość czasu nie odegra istotnej roli.
Beau Marick - mąż Lizzie, również wampir, podobnie jak cała rodzina, ojczym Samanty, ojciec Nicole i Nataniela, dyrektor szkoły podstawowej.
Tajemnicze Wyspy
Rozdział I
Urodziłam się na wampirzej wyspie, piątego lipca, dziś mija od tego wydarzenia trzynaście lat. Moja matka pracowała tam jako lekarz, tata był wojskowym. Żyliśmy w dużym domu z rodzicami mamy i jej siostrą, Agnes. Życie tam było cudowne.
23 października, mając dwa lata, wieczorem razem z mamą oczekiwałyśmy na tatę. Dziadkowie poszli do swoich znajomych, siostra mamy dawała wieczorami korepetycję. Mama wyjarzała przez okno, zawsze tak robiła, gdy tata się spóźniał, powinnien być już od dwóch godzin w domu. Chodziła po pokoju, robiąc kółka. Siedziałam na dywanie i bawiłam się swoją ulubioną zabawką, przytulanką, która przedstawiała misia - wampira. Śpiewałam mu różne piosenki, właściwie to nuciłam, bo nie umiałam jeszcze mówić.
Nagle do domu wbiegła babcia z dziadkiem i ciocią Agnes. Nigdy nie widziałam ich aż tak przerażonych. Prawdę mówiąc to nigdy więcej ich już nie widziałam. Stracić najbliższe osoby, z którymi mieszka się to najstraszniejsza rzecz świata, przynajmniej dla małego dziecka, jakim byłam. Obok mnie leżało rodzinne zdjęcie, na którym była cała rodzina, czyli babcia Matylda, dziadek Victor, ciocia Agnes, wujek Michael, który zmarł przed kilkoma miesiącami, mama, tata i ja. Zabawka od taty i to zdjęcie to najcenniejsze dla mnie w życiu rzeczy.
Dziadkowie powiedzieli mamie, że wojna się zaczęła. Wilkołaki postanowiły zaatakować. Wszyscy natychmiast pobiegli po walizki i zaczęli się pakować. Mama oprócz ubrań, biżuterii i wielu innych rzeczy, do walizki włożyła też dużo rzeczy ojca. Wzięła jeszcze osobną walizkę na niego, szybko wszystko wrzuciła i zaczęła pakować mnie. Nie miałam wielu ubrań, byłam małym dzieckiem, więcej zabawek. Podała mi mój mały plecak i powiedziała, żebym spakowała to co, najbardziej chce zabrać, sama poleciała po swoją torbę, gdzie włożyła laptopa i najpotrzebniejsze książki.
Do swojego małego plecaka włożyłam pluszaka od taty, zdjęcie, kocyk, który kupiła mi babcia i soczek, który miałam wypić, ale nie zdążyłam. Przytuliłam się do dywanu po raz ostatni, po czym ciocia wzięła mnie na ręcę i pociągnęła moją walizkę z ubraniami i zabawkami za sobą, za dom, do samochodu. Dziadek, babcia i mama, siedzieli już w samochodzie, ja razem z mamą z tyłu. W pewnym momencie usłyszałam wycie wilkołaków, popatrzyłam na góry oddalone od naszego domu o kilkadziesiąt kilometrów. Zauważyłam na jednej z nich tatę, walczącego z wilkołakami. Zaczęłam płakać. Mama nie wiedziała o co chodzi, prosiła bym przestała. Babcia wiedziała co się dzieje.
' - Widzi ojca, tam na górze... Walczy z tymi potworami. Zostawiłam mu kartkę dokąd jedziemy, drugi samochód stoi w garażu. ' - po tych słowach ciocia przyciągnęła ostatnie walizki, zamknęła tylnie wyjście z domu i odjechaliśmy w stronę drugiego końca wyspy, gdzie wilkołaki jeszcze nie dotarły.
Jechaliśmy normalną prędkością. Wilkołaki były już przy naszym domu, wyczuły, że nikogo nie ma. Biegły za nami, jednak nasz samochód był szybszy. Mieliśmy szczęście, dojechaliśmy na most za nim zdążył się podnieść. Wjechaliśmy na prom. Prom do innego świata. Ludzkiego. Gdzie wilkołaki nie atakowały, gdzie była ich mniejszość. Najwięcej było ludzi. A oni byli groźniejsi niż wróżki, czarownicy, dżiny, duchy i wilkołacy razem wzięci.
Było już późno gdy zasnęłam. Obudziłam się dopiero rano, gdy byliśmy na wyspie. Dziadków i cioci już nie było. W samochodzie zostałyśmy same. Tylko ja i mama. Nie wiedziałam co się stało. Ich walizek nie było w bagażniku. Coś się zmieniło. Wszystko było już inaczej. Było inne, przesączone ludzkim zapachem. Czuć też było zapach wampirów. Ale nie taki jak na wampirzej wyspie. Nie tak intensywny jak tam. Za nim wyjechałyśmy z promu, mama założyła mi specjalne soczewki. Chciała zakryć czerowny kolor oczu, zarówno mój, jak i swój. Soczewek się nie zdjejmowało. Zdjąć można było je tylko wtedy, gdy wracało się na wampirzą wyspę. Ale nic nie zanosiło się na to, byśmy wróciły tam prędko...
Zatrzymałyśmy się u przyjaciółki mamy, Morigan. Znałam ją, jednak niedługo po moich narodzinach, wyjechała z mężem i córką, która była w moim wieku, do ludzkiego świata. Gdy zobaczyła mamę ze mną w wózku i kilkoma walizkami, od razu wiedziała o co chodzi.
' - Lizzie! To naprawdę Ty? Nic się nie zmieniłaś! Nadal tak samo piękna jak kiedyś. A to na pewno jest Twoja mała księżniczka. - wzięła mnie na ręce - Jaka leciutka! - podrzuciła mnie - Jesteście na pewno głodne, zaraz coś przyrządzę. - przyjaciółka mamy posadziła mnie na krzesełku dla dzieci - Myśłałam, że będziecie później. - otworzyła drzwi lodówki '
' - Uwierz, że wolałabym nie wyjeżdżać. Po za tym... Nawet nie wiem co z James'em. Martwię się o niego. Nie daje znaku życia... - poprawiła grzywkę - Mam nadzieję, że Cię nie obudziłam Morigan. '
' - Nie obudziłaś. Przed chwilą wróciłam z pracy, miałam zacząć przygotowywać śniadanie. Dopóki nie znajdziecie żadnego mieszkania, a Ty nowej pracy, nie wypuszczę was. Nie masz nic przeciwko żeby Samanta spała w pokoju Belisamy? Moja córeczka śpi jeszcze w kojcu, więc łóżko ma wolne. W razie co, założymy barierki żeby Samanta nie wypadła. Z tym nie ma problemu, gorzej z noclegiem dla Ciebie. Hmm... - zamyśliła się.'
' - Widzę, że macie kanape. Jest rozsuwana? '
' - Oczywiście, że jest. Spaliśmy na niej z Woganem i naszą córcią, za nim kupiliśmy inne meble. Dziwne, że ludzka i taka wygodna. - zażartowała Morigan. '
' - Morigan, a Ty czym się zajmujesz? '
' - No cóż... Tym samym, czym na wyspie. Tu jeśli nie jesteś złodziejem, aktorem, muzykiem albo lekarzem, dobrej pensji nie dostaniesz. Po za tym woda i wszystko inne jest drogie, to centrum miasta, po za tym 5 pokoi z łazienką i kuchnią nawet gdzie indziej kosztuje tyle samo. Dokładnie mówiąc, ja i Wogan jesteśmy szefami gangu. Pracuję z samymi wampirami, niczym się nie przejmuj, ''dręczymy'' tylko ludzi. - Morigan podała mi soczek i jogurt z owoców plazmowych - Przepraszam, dla małej mam tylko to, myślę, że Ci zasmakuje aniołku - uśmiechnęła się do mnie - Smacznego mała. - powiedziała i usiadła przy stole, obok mojej mamy - Co z Agnes i rodzicami? '
' - Ehh... Uparli się, że pojadą na jakąś wieś, gdzie Agnes będzie pomagać w szkole, tata sprzedawać ryby a mama swoje wyroby. Powiedzieli, że tam jest po pierwsze taniej, a po drugie wielkie miasto to nie dla nich. Gdy James przyjedzie, przeprowadzą się tutaj. Myślę, że już niedługo zamieszkamy znów wszyscy razem... [...] '
Więcej z rozmowy mamy i cioci Morigan nie usłyszałam, bo zjadłam jogurt i zasnęłam w krzesełku. Obudziłam się po południu w pokoju córki cioci, w dużym łóżku z barierkami po bokach, żebym nie wypadła. Mój plecak leżał obok mnie. Z nim czułam się bezpieczniej w tym dzikim, ludzkim świecie.
Usłyszałam głos mamy. Był smutny, wręcz przerażony. Płakała. Wujek Wogan i ciocia Morigan pocieszali ją jak mogli. Nie wiedziałam co się dzieje. Mama weszła do pokoju, wyjęła mnie z łóżka, wzięła na ręcę. Usiadła na kanapie w salonie, obok cioci i wujka. Moc no mnie przytuliła. Zaczęła cicho szeptać, że mnie kocha i jestem jej aniołkiem. Potem przeszła do najgorszych wieści.
' - Sami, córciu... Będziemy musiały nauczyć się żyć bez tatusia, bez babci i dziadka i bez c ioci Anges, bez naszego dużego, ciepłego domku, bez Wampirzej Wyspy, bez bezpiecznych spacerów, na których słońce nas nie skrzywdzi. Będziemy musiały nauczyć się żyć w tym niebezpiecznym, ludzkim świecie, gdzie najwięcej jest ludzi, a wilkołaki nie atakują. Ale obiecuję Ci kochanie, że kiedyś, pomścimy tatusia... Wrócimy na wyspę i ona znowu będzie nasza. Nie będzie Wilkołaczą Wyspą. Wampirza wyspa odrodzi się tak szybko, jak i szybko została zaatakowana. Obiecuję Ci to skarbie. Wrócimy tam. A wtedy... - łzy leciały jej z oczu, gdy to mówiła - A wtedy duch tatusia... będzie z nami na zawsze... I wtedy księżniczko znowu będziemy z babcią Matyldą, dziadkiem Victorem i ciocią Agnes razem... Już na zawsze kruszynko... Na zawsze... - popłakała się całkowicie, a mnie oddała cioci Morigan na ręce. '
Ciocia Morigan, choć nie była moją ciotką, starała się zachowywać jak ona. Troszczyła się o mnie, bawiła, karmiła... Robiła wszystko bardzo starannie. Belisama stała się dla mnie kuzynką, której nigdy nie miałam. Miała domek dla lalek, starannie wykonany, w domu u babci miałam dokładnie taki sam.
Minęły dwa miesiące. Mama znalazła pracę w szpitalu. Była lekarzem. Nadszedł dzień, gdy miałyśmy wyprowadzić się od cioci Morgian i wujka Wogana. Ciocia wzięła mnie na ręcę i mocno przytuliła.
' - Lizzie, kochana moja, pamiętaj, że jak będziesz potrzebować, pomocy, pieniędzy, czegokolwiek, możesz śmiało zwracać się do nas. Znamy się od bardzo dawna. Znalazłaś mieszkanie blisko nas, bardzo małe, ale jak na początek dobre. Dopóki Samanta jest mała, wystarczy. Potem na pewno znajdziecie coś większego. Byłyście wspaniałymi współlokatorkami. Odwiedzajcie nas, jeśli pozwolicie, to my też będziemy was odwiedzać. - cmoknęła mnie w policzek, po czym włożyła do wózka - Lizzie, naprawdę, przeszłaś tak wiele... Ucieczka z wyspy, mąż i rozłąka z rodziną... To naprawdę dużo kochana... - pocałowała mamę w policzek - Pomożemy wam z walizkami. '
Ciocia Morigan i wujek Wogan wzięli po jednej walizce. Mama wzięła dwie, moją i swoją, wujek niósł walizkę taty... a ciocia z zabawkami i ubrankami, które dostałam od nich. Rozłąka z ciocią i wujkiem jakoś mnie nie zabolała, bardziej bolała ta z dziadkami i prawdziwą ciocią, ciocią Agnes.